oczywiście, że istnieje! a w pewnym wieku może istnieć "naprawdę", bez groźby przeobrażenia w złamane serca, czy namowy do cielesnych uciech.
a w moim przypadku naprawdę wieeeelka część znajomych, których można w pewnych momentach nazwać "przyjaciółmi", to rodzajniki męskie. do kobiet w tej materii nie mam szczęścia i piękne przyjaźnie się psuły po pewnym (raz nawet bardzo długim, ale jednak) czasie
raczej od maleńkości, do - praktycznie - chwili obecnej, miałam kilku przyjaciół/naprawdę dobrych kumpli. dobry kumpel charakteryzuje się tym, że nie musimy się widzieć codziennie (kontakty z kobietami nieraz wymagają zaangażowania 7 dni w tygodniu...

), nie musimy posiadać zbliżonych poglądów, ba, w kilku kwestiach możemy nawet drzeć koty, ale wspólnie spędzamy jakiś wycinek czasu, ogólnie dobrze się dogadujemy, a ostatecznie, przy piwie, papierosie, czy po prostu "przy okazji" można spokojnie się wygadać i oczekiwać pomocy/zrozumienia, czy podobnych, "przyjacielskich" kwestii.
praktycznie takie jednostki spotkałam mniej więcej koło 15 roku życia (później, w LO, też były). faktycznie, to osoby, które w ogóle nie były dla mnie atrakcyjne fizycznie, czy pociągające, mimo, że - jak na facetów w wieku nastoletnim - byli "całkiem całkiem" w porównaniu do szczeniackiej reszty. również jestem na 99% pewna, że żaden z nich nie podchodził do mnie jak do potencjalnego obiektu seksualnego. zawsze naturalnie wychodziło kumplostwo, a nie romanse
...chociaż jednostki, które darzyłam pewnym sentymentem czy które mnie fascynowały, też czasem, na krótko, zamieniały się w "przyjaciół". ale wiązało się to oczywiście z tym, że oni od przyjaźni dopiero zaczynać chcieli, a ja już raz, że byłam zajęta, to dwa - miałam co najwyżej ochotę na niewinne flirty i zabawy, a nie na poważne starania... no bez przesady
